Google+

Jeden wpis, sporo kontrowersji
Kto stresuje Volkswagena?

fot. John Gillespie

Zaczęło się od pozornie niewinnego wpisu, który ukazał się piątkowym wieczorem na facebookowym fanpejdżu firmy Volkswagen Polska. Zdjęcie roweru na przejściu dla pieszych z podpisem „stresują mnie rowerzyści przejeżdżający na pasach” i dopiskiem administratora poniżej: „zwłaszcza podczas skręcania w prawo na zielonej strzałce!”

Post użytkownika Volkswagen Polska.

 

W trzy godziny post doczekał się 121 polubień, 20 repostów i 141 komentarzy, z czego większość – w jednoznacznie negatywnym tonie. Być może daleko tym liczbom do rekordu (chociaż można się spodziewać narastającego odzewu), ale wpis dosyć szybko rozszedł się po stronach zajmujących się szeroko rozumianą urbanizacją, wywołując negatywne komentarze.
„Mem” Volkswagena doczekał się nawet takiej riposty:

vw odpowiedz

Sprawy być może by nie było, a post pozostałby niezauważony, gdyby nie ten nieszczęsny dopisek dotyczący zielonej strzałki – tworzącej specyficzną sytuację, w której kierowca zobowiązany jest do zachowania szczególnej ostrożności i przejazdu obwarowanego ograniczeniami. Sytuacji, w której znaczna część polskich kierowców zachowuje się nieprawidłowo, a często po prostu – niebezpiecznie.

Mleko się rozlało, bo administrator pozwolił sobie na uwagę dotyczącą sytuacji, w której to jednak najczęściej kierowcy zachowują się w sposób – powiedzmy delikatnie – nie zasługujący na pochwałę. Autorowi posta zostało to oczywiście szybko wytknięte. Spora liczba komentujących zauważała, że gdyby kierowcy poruszali się z przepisową prędkością i obchodzili z wyjątkiem zielonej strzałki zgodnie z przepisami, spotkanie z rowerzystą łamiącym przepisy stresowałoby ich w znacznie mniejszym stopniu. Pojawiły się też – zupełnie przecież nie pozbawione sensu – komentarze przywołujące statystyki wypadków z udziałem rowerzystów, których sprawcami są w większości kierowcy samochodów. Niektórzy komentujący zauważali też, że firma rodem z Niemiec – kraju zupełnie innej kultury jazdy i stosunku do niechronionych uczestników ruchu – zamiast pozwalać sobie na przytyki względem rowerzystów, powinna raczej edukować polskich kierowców, których nonszalancki stosunek do przepisów zbiera corocznie tragiczne żniwo.

Inny zarzut jaki pojawił się wśród komentujących – a w tej liczbie także profilu Zielonego Mazowsza – to niezbyt elegancki pomysł promocji przez „napuszczanie” kierowców na rowerzystów. Tym bardziej, że stres kierowcy ryzykującego uszkodzeniem samochodu w zestawieniu z potencjalnie tragicznym skutkiem zderzenia roweru z samochodem, jawi się jako kiepski temat do ubolewania. Więc społeczna promocja wielkiego koncernu przez nachylanie się nad stresem kierowcy w sytuacji grożącej utratą zdrowia lub życia rowerzysty – z jego winy lub bez niej – to pomysł raczej medialnie słaby.

Sama kwestia przepisów dotyczących schodzenia z roweru podczas pokonywania przejścia dla pieszych to temat na zupełnie osobny wpis. Ciekawa pozostaje jednak reakcja polskich internautów na facebookowy post Volkswagena, który pozwolił sobie na obronę interesu kierowcy w sytuacji łamania przepisu przez innego uczestnika ruchu. I to nie w kontekście – PR-owo raczej lepiej się prezentującej – troski o potencjalnie pokrzywdzonego. Być może wydawało się to teoretycznie prostą drogą do zyskania pozytywnego odzewu, ale w praktyce – zawiodło.

Dlaczego? Być może dlatego, że spora część kierowców sama jest świadoma zagrożeń, jakie każdego dnia powoduje na polskich drogach ich powszechna brawura i nonszalancja, a część nich to także rowerzyści, którzy doświadczają tego zagrożenia na własnej skórze, gdy stają się niechronionymi uczestnikami ruchu. Może wynika to z większej świadomości faktu, że żadna zmiana zachowań słabszych nie polepszy naszych czarnych statystyk, jeśli nie zmieni się zachowanie silniejszych i w świetle polskiego prawa – najczęściej uprzywilejowanych. A może chodzi po prostu o to, że coraz więcej Polaków przesiada się – rekreacyjnie lub komunikacyjnie – na rower.

Którakolwiek z tych odpowiedzi okazałoby się bliższa prawdy, staje się chyba powoli faktem,  że taktyka zjednywania sobie klienta-kierowcy (lub innego zmotoryzowanego odbiorcy) przez tworzenie antagonizmów względem pieszych lub rowerzystów zwyczajnie przestała działać – przynajmniej w mediach społecznościowych. I dlatego jest to sytuacja warta uwagi, bo pokazująca pewną zmianę mentalności.

Specyficzny rodzaj drogowej filozofii, według której kierowca pozostaje panem i władcą szos nękanym przez zło konieczne w postaci pieszych i rowerzystów, wpada już chyba coraz bardziej do szufladki z etykietą „obciach” – co chyba najlepiej powinni rozumieć marketingowcy. Narzekanie na wszystko co porusza się bez koni mechanicznych, z uwzględnieniem przepisów lub bez, zwyczajnie naraża na srogą ripostę w kraju, w którym czarna lista grzechów powszednich kierowców mogłaby z powiedzeniem konkurować długością z najdłuższą niemiecką autostradą.  Warto więc chyba na koniec zacytować jeden z komentarzy, jaki pojawił się pod postem VW:

Mamy tu przykład jak nieumiejętnie skonstruowana reklama powoduje efekt odwrotny od zamierzonego. (…)
Kolejny wręcz podręcznikowy błąd – nigdy, ale to przenigdy nie stosuje się kampanii negatywnej – niemal zawsze odbija się to negatywnie na wizerunku marki. Sugerowałbym np. zrobić kampanię pt (…) dba o bezpieczeństwo rowerzystów naklejając na każdym sprzedawanym aucie naklejkę „rozglądaj się, rowerzyści są wszędzie”. Czy nie pozytywniej taka kampania była by odebrana ?
Kolejna sprawa efekt akcja-reakcja. Jaki jest efekt wytykania błędu Iksińskiemu? To proste Ikśinski odpowie pięknym za nadobne czyli wytknie np, że nie zatrzymuje się na zielonej strzałce, że przekracza dozwoloną prędkość, że nie zachowuje 1m odstępu przy wyprzedzaniu, że zabija ludzi („grube”, ale prawdziwe).
Mam nadzieję, że VW wyciągnie wnioski.

I nie, w niezbyt przychylnym odzewie komentujących nie chodzi raczej o zamiłowanie do licytacji na winy, ale bardziej chyba o rozczarowanie pomysłem na promocję firmy, która zamiast budować PR wokół pozytywnych kampanii z odpowiedzialnością w tle, wpada na karkołomny wizerunkowo pomysł, aby przesłanie kultury jazdy zastąpić przesłaniem „to oni!”.

Twój komentarz